#232 Czego właściciele e-sklepów mogą nauczyć się od właścicieli sklepów tradycyjnych?

czeg sie dowiemy-768x369

Sklepy internetowe stacjonarne jeszcze długo nie zastąpią tych stacjonarnych, ale widać, że w wielu krajach jest trend wzrostowy, który pokazuje, że rynek online rośnie szybciej, niż offline. Jednak to sklepy stacjonarne były pierwszymi i wiele rozwiązań w nich zastosowanych jest potem wykorzystanych w sklepach cyfrowych. W dzisiejszym tekście chcemy pokazać, czego możemy nauczyć się od sprzedawców tradycyjnych i o czym często zapominamy w sklepach internetowych.

Z dzisiejszej lekcji dowiesz się:

          • jakie rozwiązania warto podejrzeć w sklepie stacjonarnym;
          • dlaczego warto je wdrożyć w e-sklepie.

Wzajemne uzupełnienie

Nie można mówić o sprzedaży on- i offline w oddzielnych kategoriach. Oba kanały uzupełniają się i jest to bardzo dobrze widoczne, szczególnie w tym, jak rozwijają się poszczególne usługi. Sklepy internetowe pozwalają e-klientom na odbiór zamówienia w placówkach stacjonarnych, pojawiają się showroomy, umożliwiające klientom na fizyczny kontakt z towarem, który później można zamówić online. Wielokrotnie promocje obowiązują w obu sklepach, wzajemnie się przeplatają i uzupełniają. www.entrepreneur.com pokazał jak w 2016 rosły względem siebie rynek cyfrowy i analogowy w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że rynek offline jest 10x większy od cyfrowego, jednak to ten cyfrowy rośnie rocznie 3x szybciej.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Oto czego możemy się nauczyć od właścicieli sklepów stacjonarnych.

Kontrolowanie asortymentu i zapasów magazynowych

Chyba każdy chciałby sprzedawać jak najwięcej, wiadomo. Może akurat ten żółty słonik z guzikowym oczkiem za 250 zł się sprzeda, a my zarobimy na nim 15% ceny. Takie podejście do sprzedaży jest zupełnie bez sensu. Ponieważ nie tylko generuje koszty magazynowe, jeśli faktycznie będziemy chcieli posiadać wszystkie towary, to jeszcze może się okazać, że nie będziemy mogli zrealizować jakiegoś zamówienia, jeśli korzystamy z zewnętrznego dostawcy i domawiamy produkty pod klienta. Okazać się bowiem może, iż dany produkt po prostu został wycofany ze sprzedaży, a my o tym po prostu nie wiedzieliśmy.

Dlatego trzeba myśleć o odpowiednim zarządzaniu magazynem. Trzeba zwrócić uwagę, że wiele małych sklepów stacjonarnych, które nie sprzedają towarów pierwszej potrzeby stockują się tylko pod przewidzianą liczbę zamówień + biorą górkę towaru dla kolejnych klientów. Dzieje się tak na przykład w przypadku preorderów, które pozwalają estymować ile towaru faktycznie potrzebujemy na dzień premiery.

Im lepiej zarządzamy zasobami, tym bardziej możemy obniżyć koszty z przechowywaniem towaru, a także z jego transportem. Warto skupić się na produktach, które autentycznie przyniosą nam korzyści finansowe, a produkty, które wymagają od nas dużych nakładów na zatowarowanie lepiej po prostu ściągać pod zamówienie klienta. Może warto skorzystać z modelu dropshippongowego, który pozwala na całkowite wydelegowanie magazynu na zewnątrz. Więcej o samych modelach można przeczytać tutaj.

Umiejętnie eksponowanie produktu

W sklepie stacjonarnym klient może dotknąć produktu, może go przymierzyć, przekartkować, obejrzeć z każdej strony. Dzięki temu mają oni pewność, że spełni ich oczekiwania, że będzie pasował do torebki, na spacer, do pracy. Podobnie należy prezentować towary w sklepie internetowym. Dajmy klientom „poczucia i zobaczenia” ich, jak ma to miejsce w realnym świecie. Dlatego należy:

  • publikować najlepszej jakości zdjęcia – muszą pokazywać faktyczny produkt. Więcej o fotografii produktowej można znaleźć w naszym poradniku;
  • tworzyć video przedstawiające produkt – mówimy tutaj o pokazaniu towaru pod każdym kątem, każdy jego zakamarek, rodzaj materiału, a także jego naturalne środowisko i użycie. Jeśli to lampka rowerowa zamontujmy ją na rowerze i pokażmy, jak świeci. Jeśli to torba na ramię zaprezentujmy ile do niej możemy zmieścić itd.;
  • pokazywać zdjęcia klientów, którzy używają naszego produktu – wiele osób pokazuje w sieci, jak sprawdza się zakupiony u nas przedmiot, chwalmy się tym, pozwalajmy kupującym komentować towary i wystawiać im opinię.

Przejrzysta polityka rabatowa

Wiele sklepów traci klientów przez zamieszanie związane z rabatami i upustami. Promocje się często nie zgadzają, towary zabrane do kasy nie są jednak objęte upustem, co sprawia, że albo rezygnujemy z zakupu, albo staramy się „wykłócić” o obniżkę. Podobnie jest w e-sklepach. Brak usystematyzowanego programu rabatowego, który jest przejrzysty, brak jasnej kategorii w której kupujący zobaczy wszystkie produkty z obniżonymi cenami, to bardzo zły ruch. Kierujmy się tym, co widzimy w marketach. Wyspa z napisem „SALE” to miejsce, gdzie każdy znajdzie coś na przecenie. Dlatego w każdym e-sklepie powinna być taka oto wyspa.

Najwyższa jakość i obsługa klienta

W sklepie stacjonarnym zawsze do naszej dyspozycji jest sprzedawca. Duże marki nie pozwalają sobie na niską jakość obsługi kupujących osób. Dopieszczenie klienta jest priorytetem. To samo należy zrobić online. Pokażmy każdemu kupującemu, że jesteśmy dla niego. Że może na każdym etapie odwiedzin naszego sklepu skorzystać z supportu, niezależnie czy telefonicznego, czy też przy pomocy e-maila. Po prostu pomagajmy i doradzajmy tak, aby nasz odwiedzający poczuł się, jak w prawdziwym sklepie.

Docieranie do lokalnego klienta

Sklepy stacjonarne docierają do lokalnych odbiorców poprzez gazetki, kupony rabatowe, reklamę w lokalnej prasie. Podobnie można zrobić ze sklepem internetowym. Jeśli oferujemy odbiory osobiste, targetujmy nasz przekaz do tych osób, które mieszkają w pobliżu naszej placówki i zachęcajmy je do odwiedzenia naszego punktu sprzedaży. Nie tylko będą mogli oni odebrać towar, ale zapoznać się z innym asortymentem lub po prostu zaczerpnąć rady sprzedawcy.

Jak widać te kilka punktów może wydawać się oczywiste, ale „młodzi” przedsiębiorcy lubią popełniać proste błędy, które kosztują ich niepotrzebne pieniądze. Każdy proces w e-sklepie można poprawić. Pisaliśmy o tym w jednej z lekcji. Dzięki temu mamy pewność, że działamy optymalnie bez zbędnych kosztów i strat. Warto spróbować.

Tagi: #232 Czego właściciele e-sklepów mogą nauczyć się od właścicieli sklepów tradycyjnych?

Zobacz również artykuły o podobnej tematyce

B2E, czyli skuteczne wsparcie organizacji pracy
B2E banner

Jak sprawić, by organizacja efektywnie funkcjonowała na współczesnym rynku? Każdy kto prowadzi firmę wie, że kwestia ta potrafi spędzać sen...

Aplikacja mobilna brakującym ogniwem omnichannel?
aplikacja mobilna

W 2018 r. strategia omnichannel wydaje się standardem. Wszystkie liczące się marki posiadające sieć sklepów stacjonarnych połączyły w większym lub...

Czy człowiek może być kolorem? Kapitał ludzki, jako największa wartość w organizacji
ludzie-1

Chcąc prowadzić innowacyjną i ponadczasową firmę należy bacznie obserwować indywidualne predyspozycje pracowników. Nie każdy z nich nadaje się do pracy...

Zobacz więcej wpisów
  • http://oferownik.pl Robert Marketingowiec

    Nie da się być mocnym we wszystkich kanałach komunikacji, trzeba sobie wypracować te które najbardziej się wybijają i się ich trzymać.

  • Marcin

    „Dawno temu skupialiśmy się na ważnych rzeczach, czyli rozwiązywaniu problemów i logice biznesowej. Dzisiaj jesteśmy prawie całkowicie skoncentrowani na abstrakcji i generalizacji.” – i to wszystko wina frameworków? Czy to wina cegieł i zaprawy że murarze krzywo wybudowali mur, czy jednak problemem było nieprofesjonalne podejście fachowców, którzy ubzdryngoleni przyszli do pracy? Nie możemy zrzucać winy na narzędzia, za to że źle tworzymy aplikacje. Powinniśmy raczej starać się dostrzec fakt, że problem leży w nas samych i spróbować go zrozumieć… oraz coś z nim zrobić. I na pewno nie jest metodą na ów problem podejście, że „powinniśmy używać PHP, a nie architektury do budowania aplikacji” – taki tok rozumowania jest idealnym dowodem na to jak wiele osób nie rozumie czym jest architektura. Architektura to nie framework! Posłużę się kolejnym odwołaniem do budownictwa: czy patrząc na kościół pierwsze co widzimy to to, z czego jest on zbudowany czy raczej jakie jest jego przeznaczenie. Albo: czy widząc bramę pierwszą naszą myślą jest „użyli cegieł z Castoramy i wkrętarki boscha” czy raczej „to jest brama – służy do tego by gdzieś wejść lub skądś wyjść”?
    To prawda – we współczesnym programowaniu zapominamy o logice biznesowej, ale nie jest to wina architektury, tylko raczej braku dyscypliny w nas samych – nie interesuje nas to, nas jara głównie fakt że piszemy np. w kotlinie bo to jest teraz modne. „Zrobię to na symfony, zapytania puszczę doctrinem a obiekty będę serializować jms’em” – to nie jest opis architektury, to lista zakupów – jakich narzędzi potrzebuję by zrealizować cel. Szkoda tylko, że przez to cel ląduje na drugim (albo i nawet dziesiątym) miejscu – a celem jest np. zbudowanie aplikacji do przechowywania dokumentów. Ale to nie decyzja twórców bibliotek/frameworków, że cel staje się dla nas mało istotny. To nie Fabien Potencier każe nam całą logikę wrzucać do akcji w kontrolerze, to nie Jonathan Wage podpowiada nam, by nasze biznesowe obiekty bezpośrednio wywoływały doctrine’a! To my, my programiści sami doprowadzamy do tego, że nasze aplikacje przypominają niestrawione resztki pokarmu które codziennie zostawiamy w porcelanowym ekspresie. I póki nie nauczymy się odseparowywać logiki biznesowej od narzędzi to dalej będziemy tworzyć legacy code.
    Co do argumentu, że niektóre z zależności mogą zostać po kilku latach porzucone i nie będą dalej rozwijane… serio? I proponujesz phpti jako alternatywę do twiga albo smarty? Wszystko może zostać po kilku latach porzucone, to do obowiązków programisty należy m.in. nie pozwolić na to, by moduły/komponenty nie były sprzężone z innymi elementami czy zewnętrznymi bibliotekami.
    A co do bogactwa wiedzy i tego co się dzieje pod maską – ogólnie nie powinno się używać narzędzi, których się nie rozumie: jak działają, dlaczego tak działają itp. By potem nie było sytuacji w stylu senior piszący od 5 lat w laravelu nie potrafi odpowiedzieć na rozmowie kwalifikacyjnej na pytanie „Co robi funkcja die()?”…

    TL;DR: nie zgadzam się 😉