#222 E-commerce na wsi – czy tym rynkiem powinni zainteresować się sprzedawcy?

ecommerce na wsi-768x369

Badanie zlecone przez Grupę AdRetail i operatora systemu BLIK pokazało, że obszary wiejskie są zaniedbane przez polski e-commerce. Wraz z wielkością aglomeracji wzrasta zainteresowanie e-handlem, a w małych miejscowościach zainteresowanie zakupami online jest dużo niższe. Z jakiegoś powodu sklepy internetowe nie skupiają się na tej grupie odbiorców i nie targetują ofert tak, aby były dopasowane do tych konsumentów. Czy jest to segment wart uwagi?

Z dzisiejszej lekcji dowiesz się:

    • jak wygląda rynek e-commerce na wsi i w małych miejscowościach;
    • jak wykorzystać niedziele wolne od handlu w e-biznesie.

Sklepy stacjonarne nadal wiodą prym

W miastach poniżej 20 tysięcy mieszkańców klienci robią zakupy głównie w sklepach stacjonarnych. Tak deklaruje 57% ankietowanych. 52% osób przyznaje się, że zakupy robi przez strony internetowe, 15% korzysta z aplikacji i stron mobilnych, a 21% korzysta z social mediów. W jeszcze mniejszych miejscowościach e-zakupy nadal przegrywają ze sklepami stacjonarnymi. Powodów tego typu zachowań może być bardzo wiele. Przede wszystkim chodzi o wygodę i przyzwyczajenia. W miastach wybór marek w sklepach stacjonarnych jest szeroki. Zupełnie inaczej jest na wsiach. Tutaj punktów odbioru towarów, np. w opcji click and collect jest dużo mniej. Może się okazać, że po odbiór zamówienia o wartości 50 zł klient będzie musiał przebyć drogę kilkunastu kilometrów. W dużych aglomeracjach nie jest to problem, w miejscowościach poniżej 5 tysięcy mieszkańców może być to uciążliwe.

Badanie „Zakupy internetowe relalizowane przez mieszkańców średnich i dużych miast”, a także raport „E-commerce w Polsce 2017” pokazują, że od 2015 roku praktycznie nie zmieniła się liczba osób mieszkających na wsi i robiących zakupy internetowe. Nadal tylko 25% tych internautów decyduje się na zamawianie towarów w sieci. Główne powody, które wstrzymują resztę tej grupy przed zakupami to między innymi chęć obejrzenia towarów przed dokonaniem zakupu, a także obawa o bezpieczeństwo płatności. Mieszkańcy mniejszych miejscowości obawiają się także o to, że mogą zostać oszukani przez sprzedającego.

Zakaz handlu w niedzielę na korzyść e-sprzedawców

Wartość e-handlu w Polsce szacuje się na 36, a nawet 40 miliardów złotych. Cały czas mówi się, że e-commerce może stanowić w 2022 roku 25% całego wolumenu sprzedaży. Nadal wydaje się to być mało realne, bowiem na dużo bardziej dojrzałym rynku amerykańskim wskaźnik ten wynosi niecałe 14%. Na pomoc może jednak przyjść zakaz handlu w niedziele, który zaczął napędzać sprzedaż internetową, szczególnie w branży spożywczej. Lokalni sprzedawcy, którzy już teraz oferują dostawę do domu produktów zamówionych online, mogą oczekiwać zwiększenia liczby zamówień. Duzi gracze rynkowi odpuścili rynki wiejskie i skupili się na wielkich aglomeracjach, a to właśnie małe miejscowości mogą stać się szansą dla nowych biznesów. Jak można w takim razie trafić do odbiorców na wsi? Na początku nawet nie są potrzebne do tego rozwiązania e-commerce, a jedynie telefon i zamieszczona w Internecie oferta. Wszystko po to, aby zbadać dany rynek. Wystarczy popatrzeć na działania Szopi, aby zobaczyć, jak bardzo zmieniły się zachowania klientów w związku ze zmianami przepisów. Dzięki zakazowi handlu w niedzielę platforma zaobserwowała wzrost zamówień o 30% w piątki oraz soboty. W weekendy zamawiane są produkty pierwszej potrzeby: pieczywo, masło, ser, mleko, śmietana czy owoce. Popularne są również ciasta i słodycze.

Sieć Żabka deklaruje, że ich markety będą otwarte w dni wolne od handlu. Niestety nie wszystkie punkty franczyzowe decydują się na ten krok. To tylko jeden z przykładów. Rynek szybko reaguje na takie rzeczy, jak zakaz handlu w niedzielę. Już pojawiła się aplikacja, która pokazuje najbliższe otwarte w dni wolne od handlu sklepy, które zakaz nie obowiązuje, a czescy sąsiedzi chcą zainteresować przygranicznych mieszkańców swoimi marketami.

W małych miejscowościach sklepów otwartych w niedziele wolne od handlu jest jak na lekarstwo. Dodatkowo często oddalone są one od miejsca zamieszkania o wiele kilometrów, dlatego w nagłej potrzebie klient będzie musiał sam wsiąść do samochodu lub na rower i podjechać do najbliższego punktu lub skorzysta on z usług e-sklepu, który dostarczy mu zakupy w ciągu 1-2h od zamówienia. To jest możliwe.

Jest jeszcze miejsce dla nowych e-biznesów

Jak pokazuje raport „Raport z polskich sklepów internetowych” nadal na rodzimym rynku jest miejsca dla nowych e-biznesów. Mowa nawet o luce, którą może zapełnić kilka tysięcy sklepów. Najważniejsze jest jednak to, że ogromną szansą dla nowych przedsiębiorców jest inwestowanie w e-zakupy. Tutaj jest jeszcze wiele miejsca na nowe rozwiązania. Dodatkowo, jeśli przyjrzymy się temu, gdzie powstają nowe e-biznesy, to okazuje się, że nie są to jedynie duże miasta, ale właśnie małe miejscowości.

Mieszkańcy obszarów wiejskich będą zmieniać swoje przyzwyczajenia zakupowe, szczególnie, że coraz częściej oczekujemy dostępu do luksusowych artykułów, nieosiągalnych w lokalnych placówkach. To będzie dotyczyło głównie ubrań, elektroniki i elementów wyposażenia wnętrz, a także artykułów spożywczych. Oczywiście zmiany będą następować systematycznie i potrzeba na nie czasu, ale już teraz można przygotować się na nowych klientów, którzy nie są jeszcze tak bardzo „dopieszczeni” przez konkurencję.

Tagi: E-commerce na wsi – czy tym rynkiem powinni zainteresować się sprzedawcy?

Zobacz również artykuły o podobnej tematyce

B2E, czyli skuteczne wsparcie organizacji pracy
B2E banner

Jak sprawić, by organizacja efektywnie funkcjonowała na współczesnym rynku? Każdy kto prowadzi firmę wie, że kwestia ta potrafi spędzać sen...

Aplikacja mobilna brakującym ogniwem omnichannel?
aplikacja mobilna

W 2018 r. strategia omnichannel wydaje się standardem. Wszystkie liczące się marki posiadające sieć sklepów stacjonarnych połączyły w większym lub...

Czy człowiek może być kolorem? Kapitał ludzki, jako największa wartość w organizacji
ludzie-1

Chcąc prowadzić innowacyjną i ponadczasową firmę należy bacznie obserwować indywidualne predyspozycje pracowników. Nie każdy z nich nadaje się do pracy...

Zobacz więcej wpisów
  • http://oferownik.pl Robert Marketingowiec

    Nie da się być mocnym we wszystkich kanałach komunikacji, trzeba sobie wypracować te które najbardziej się wybijają i się ich trzymać.

  • Marcin

    „Dawno temu skupialiśmy się na ważnych rzeczach, czyli rozwiązywaniu problemów i logice biznesowej. Dzisiaj jesteśmy prawie całkowicie skoncentrowani na abstrakcji i generalizacji.” – i to wszystko wina frameworków? Czy to wina cegieł i zaprawy że murarze krzywo wybudowali mur, czy jednak problemem było nieprofesjonalne podejście fachowców, którzy ubzdryngoleni przyszli do pracy? Nie możemy zrzucać winy na narzędzia, za to że źle tworzymy aplikacje. Powinniśmy raczej starać się dostrzec fakt, że problem leży w nas samych i spróbować go zrozumieć… oraz coś z nim zrobić. I na pewno nie jest metodą na ów problem podejście, że „powinniśmy używać PHP, a nie architektury do budowania aplikacji” – taki tok rozumowania jest idealnym dowodem na to jak wiele osób nie rozumie czym jest architektura. Architektura to nie framework! Posłużę się kolejnym odwołaniem do budownictwa: czy patrząc na kościół pierwsze co widzimy to to, z czego jest on zbudowany czy raczej jakie jest jego przeznaczenie. Albo: czy widząc bramę pierwszą naszą myślą jest „użyli cegieł z Castoramy i wkrętarki boscha” czy raczej „to jest brama – służy do tego by gdzieś wejść lub skądś wyjść”?
    To prawda – we współczesnym programowaniu zapominamy o logice biznesowej, ale nie jest to wina architektury, tylko raczej braku dyscypliny w nas samych – nie interesuje nas to, nas jara głównie fakt że piszemy np. w kotlinie bo to jest teraz modne. „Zrobię to na symfony, zapytania puszczę doctrinem a obiekty będę serializować jms’em” – to nie jest opis architektury, to lista zakupów – jakich narzędzi potrzebuję by zrealizować cel. Szkoda tylko, że przez to cel ląduje na drugim (albo i nawet dziesiątym) miejscu – a celem jest np. zbudowanie aplikacji do przechowywania dokumentów. Ale to nie decyzja twórców bibliotek/frameworków, że cel staje się dla nas mało istotny. To nie Fabien Potencier każe nam całą logikę wrzucać do akcji w kontrolerze, to nie Jonathan Wage podpowiada nam, by nasze biznesowe obiekty bezpośrednio wywoływały doctrine’a! To my, my programiści sami doprowadzamy do tego, że nasze aplikacje przypominają niestrawione resztki pokarmu które codziennie zostawiamy w porcelanowym ekspresie. I póki nie nauczymy się odseparowywać logiki biznesowej od narzędzi to dalej będziemy tworzyć legacy code.
    Co do argumentu, że niektóre z zależności mogą zostać po kilku latach porzucone i nie będą dalej rozwijane… serio? I proponujesz phpti jako alternatywę do twiga albo smarty? Wszystko może zostać po kilku latach porzucone, to do obowiązków programisty należy m.in. nie pozwolić na to, by moduły/komponenty nie były sprzężone z innymi elementami czy zewnętrznymi bibliotekami.
    A co do bogactwa wiedzy i tego co się dzieje pod maską – ogólnie nie powinno się używać narzędzi, których się nie rozumie: jak działają, dlaczego tak działają itp. By potem nie było sytuacji w stylu senior piszący od 5 lat w laravelu nie potrafi odpowiedzieć na rozmowie kwalifikacyjnej na pytanie „Co robi funkcja die()?”…

    TL;DR: nie zgadzam się 😉