Start e-commercowych bolidów już w marcu

ecommerce

Według różnych źródeł, wartość polskiego e-commerce w 2017 roku szacowana była na 36-40 mld złotych. Od kilku lat udział sprzedaży online w rynku handlu stopniowo rośnie, jednak nowe możliwości spowodują jeszcze szybszy wzrost. Jak zmieni się e-commerce w najbliższym czasie?

Dodatkowa moc dla e-commerce

Pod koniec ubiegłego roku, a dokładnie w Black Friday – dniu wielkich sklepowych wyprzedaży – Sejm przegłosował ustawę o zakazie handlu w niedzielę. Nie dotyczy ona jednak sprzedaży online. Tylko w tym roku e-commerce otrzyma zatem dodatkowe 23 dni, wynikające z zamkniętych dla handlu stacjonarnego niedziel. Jeśli doliczymy do tego święta, które dla sprzedaży stacjonarnej także są niedostępne, to okazuje się, że e-commerce w 2018 roku uzyska 31 “ponadprogramowych” dni handlowych. W kolejnych latach, takiego czasu będzie jeszcze więcej. W 2019 roku objętych przepisem będzie 36 niedziel. Łącznie ze świętami będzie aż 48 dni, w których dla polskich konsumentów dostępna będzie głównie sprzedaż w sieci. Od 2020 roku natomiast, będą ogółem dodatkowe 54 doby dla e-commerce. Tak znaczna liczba dni, w których sklepy online mogą być otwarte dla swoich klientów, to ogromny potencjał w rozwoju polskiego rynku e-commerce.

Nowi kierowcy na pokładzie bolidów

Według raportu “E-commerce w Polsce 2017” aż 82% kupujących w sieci, jako największą zaletę zamawiania online, podało całodobową dostępność. Dodatkowe dni dla e- commerce sprawią, że od marca pojawi się nowa grupa użytkowników sklepów internetowych. Będą to osoby, które do tej pory kupowały jedynie w punktach stacjonarnych. Zmiana sposobów dokonywania zakupów będzie miała znaczny wpływ na rozwój e-commerce oraz wielokanałowego podejścia do sprzedaży. Nowoczesny i dopasowany do oczekiwań klientów system e-commerce oraz strategia omnichannel nabiorą ogromnego znaczenia.

Zadbać o napęd na cztery koła

Obowiązujące przepisy staną się motywacją dla marek, które do tej pory nastawione były wyłącznie na sprzedaż stacjonarną. Firmy te stworzą własne e-commercowe bolidy, dzięki którym będą mogły skutecznie docierać do swoich klientów przez siedem dni w tygodniu. Ponadto, większa konkurencja spowoduje, że brandy, które posiadały własne sklepy internetowe, a nie myślały o nich jako istotnych źródłach dochodu, zainwestują w rozwój tego kanału sprzedaży. Dzięki temu, w e-commercowym rajdzie będą posiadać napęd na cztery koła.

Po Grand Prix tylko z omnichannel

Współcześni klienci pragną rozwiązań, które pozwolą im w sposób prosty i szybki dokonywać zakupów. Oczekują spójnej komunikacji z marką i możliwości bezproblemowego przełączania się między wieloma kanałami sprzedaży. Badanie “E-commerce w Polsce 2017” wykazało, że kupujący online do składania zamówień wykorzystują najczęściej komputer przenośny, jednak aż 47% ankietowanych zadeklarowało, że kupuje także poprzez smartfon. Warto zatem zadbać o możliwość sprawnego zamawiania z poziomu urządzeń mobilnych, np. tworząc aplikację mobilną dla sklepu online.

Ponadto, coraz więcej polskich konsumentów przed dokonaniem zakupów sprawdza informacje o produkcie lub firmie w internecie. Zgodnie z ww. raportem do takiego procesu przyznaje się 48% kupujących sprzęt RTV/AGD oraz produkty farmaceutyczne. Podobny wynik osiągnęły także materiały budowalne (45%), części samochodowe, smartfony, komputery, obuwie (44%) oraz odzież (42%). Liczba na w tym roku jeszcze wzrośnie. Chcąc więc sprostać potrzebom swoich klientów, marki nie powinny zostać obojętne wobec wielokanałowej strategii sprzedaży.

Zmiany, z którymi muszą zmierzyć się obecnie firmy handlowe, mogą wydawać się tak trudne jak przygotowania do rajdu Dakar. Warto jednak pamiętać, że niosą one za sobą nowe możliwości. Marki, które dobrze dopasowują rozwiązania do nowego toru jazdy, będą mogły zdobyć Grand Prix w sprzedaży.

Poznaj możliwości nowoczesnych systemów e-commerce

Zobacz również artykuły o podobnej tematyce

B2E, czyli skuteczne wsparcie organizacji pracy
B2E banner

Jak sprawić, by organizacja efektywnie funkcjonowała na współczesnym rynku? Każdy kto prowadzi firmę wie, że kwestia ta potrafi spędzać sen...

Aplikacja mobilna brakującym ogniwem omnichannel?
aplikacja mobilna

W 2018 r. strategia omnichannel wydaje się standardem. Wszystkie liczące się marki posiadające sieć sklepów stacjonarnych połączyły w większym lub...

Czy człowiek może być kolorem? Kapitał ludzki, jako największa wartość w organizacji
ludzie-1

Chcąc prowadzić innowacyjną i ponadczasową firmę należy bacznie obserwować indywidualne predyspozycje pracowników. Nie każdy z nich nadaje się do pracy...

Zobacz więcej wpisów
  • http://oferownik.pl Robert Marketingowiec

    Nie da się być mocnym we wszystkich kanałach komunikacji, trzeba sobie wypracować te które najbardziej się wybijają i się ich trzymać.

  • Marcin

    „Dawno temu skupialiśmy się na ważnych rzeczach, czyli rozwiązywaniu problemów i logice biznesowej. Dzisiaj jesteśmy prawie całkowicie skoncentrowani na abstrakcji i generalizacji.” – i to wszystko wina frameworków? Czy to wina cegieł i zaprawy że murarze krzywo wybudowali mur, czy jednak problemem było nieprofesjonalne podejście fachowców, którzy ubzdryngoleni przyszli do pracy? Nie możemy zrzucać winy na narzędzia, za to że źle tworzymy aplikacje. Powinniśmy raczej starać się dostrzec fakt, że problem leży w nas samych i spróbować go zrozumieć… oraz coś z nim zrobić. I na pewno nie jest metodą na ów problem podejście, że „powinniśmy używać PHP, a nie architektury do budowania aplikacji” – taki tok rozumowania jest idealnym dowodem na to jak wiele osób nie rozumie czym jest architektura. Architektura to nie framework! Posłużę się kolejnym odwołaniem do budownictwa: czy patrząc na kościół pierwsze co widzimy to to, z czego jest on zbudowany czy raczej jakie jest jego przeznaczenie. Albo: czy widząc bramę pierwszą naszą myślą jest „użyli cegieł z Castoramy i wkrętarki boscha” czy raczej „to jest brama – służy do tego by gdzieś wejść lub skądś wyjść”?
    To prawda – we współczesnym programowaniu zapominamy o logice biznesowej, ale nie jest to wina architektury, tylko raczej braku dyscypliny w nas samych – nie interesuje nas to, nas jara głównie fakt że piszemy np. w kotlinie bo to jest teraz modne. „Zrobię to na symfony, zapytania puszczę doctrinem a obiekty będę serializować jms’em” – to nie jest opis architektury, to lista zakupów – jakich narzędzi potrzebuję by zrealizować cel. Szkoda tylko, że przez to cel ląduje na drugim (albo i nawet dziesiątym) miejscu – a celem jest np. zbudowanie aplikacji do przechowywania dokumentów. Ale to nie decyzja twórców bibliotek/frameworków, że cel staje się dla nas mało istotny. To nie Fabien Potencier każe nam całą logikę wrzucać do akcji w kontrolerze, to nie Jonathan Wage podpowiada nam, by nasze biznesowe obiekty bezpośrednio wywoływały doctrine’a! To my, my programiści sami doprowadzamy do tego, że nasze aplikacje przypominają niestrawione resztki pokarmu które codziennie zostawiamy w porcelanowym ekspresie. I póki nie nauczymy się odseparowywać logiki biznesowej od narzędzi to dalej będziemy tworzyć legacy code.
    Co do argumentu, że niektóre z zależności mogą zostać po kilku latach porzucone i nie będą dalej rozwijane… serio? I proponujesz phpti jako alternatywę do twiga albo smarty? Wszystko może zostać po kilku latach porzucone, to do obowiązków programisty należy m.in. nie pozwolić na to, by moduły/komponenty nie były sprzężone z innymi elementami czy zewnętrznymi bibliotekami.
    A co do bogactwa wiedzy i tego co się dzieje pod maską – ogólnie nie powinno się używać narzędzi, których się nie rozumie: jak działają, dlaczego tak działają itp. By potem nie było sytuacji w stylu senior piszący od 5 lat w laravelu nie potrafi odpowiedzieć na rozmowie kwalifikacyjnej na pytanie „Co robi funkcja die()?”…

    TL;DR: nie zgadzam się 😉