#223 Dlaczego blogi i vlogi nadal są świetnym medium sprzedażowym i informacyjnym?

blogi-768x369

O tym, jak bardzo popularna stała się współpraca z wszelkiego rodzaju blogerami – tymi, którzy tworzą treści na Instagramie, autorami, którzy publikują na własnych platformach, a także z vlogerami zamieszczającymi filmy na Youtube – może świadczyć to, że pojawiają się kolejne firmy i platformy pomagające markom nawiązać kooperację z twórcami. Sieci afiliacyjne cieszą się zainteresowaniem obu stron, a odbiorcy treści reklamowych po prostu ufają blogerom. Dlaczego nadal warto inwestować w blogi i tworzyć treści, które sprzedają?

Z dzisiejszej lekcji dowiesz się:

    • jak klienci odbierają treści pojawiające się na blogach;
    • czym różnią się materiały publikowane na stronach twórców od tych publikowanych bezpośrednio przez marki lub sklepy.

Ufamy rekomendacjom

Faktycznie tak jest, że w sieci szukamy odpowiedzi na zadawane przez nas pytania. Porównujemy produkty, kierujemy się opiniami osób, które są specjalistami w swojej dziedzinie. Odwiedzamy i czytamy strony, które są dla nas wartościowe, a podczas e-zakupów niejednokrotnie bierzemy pod uwagę recenzje innych osób, które kupiły interesujący nas towar. Badanie 2Take.it pokazuje, że 21% e-klientów korzysta z poleceń produktów przynajmniej raz w miesiącu, a 72% respondentów podejmowało swoje decyzje zakupowe pod wpływem polecenia. Nasza świadomość konsumencka stała się dużo większa, niż było to jeszcze 5 czy 10 lat temu. Konsumenci znają także lepiej swoje prawa i obowiązki, a sytuacje kryzysowe bardzo szybko pojawiają się w social mediach i portalach typu „Wykop”.

Raport „Blog Power” pokazuje, że 50% użytkowników Internetu czyta blogi codziennie, 34% kupiło produkt pod wpływem rekomendacji na blogu, a 41% mówi, że zrezygnowałoby z zakupu, jeśli bloger by czegoś nie polecił. 25% ankietowanych uważa blogi za wiarygodne źródło informacji. Warto dodać jeszcze, że Admonkey w jednym ze swoich raportów podał ciekawą statystykę, która mówi, że 72% czytelników uważa blogi za pierwsze źródło danych, często przed dużymi branżowymi portalami.

grafika dane

Widać więc, że inwestycja we współpracę z blogerami ma sens. Warto wspomnieć, że dla wielu z nich tego rodzaju akcje promocyjne to normalna praca. Przykładem niech będzie opisywany jakiś czas temu Fanboy, który specjalizuje się w przygotowywaniu zestawów komputerowych dla graczy. Na swoim blogu, a także w kanałach social media doradza, komunikuje się z odbiorcami, a przede wszystkim jest ekspertem, któremu ufają czytelnicy. Postanowił on zarobić na afiliacji i wszystkie zestawy, podzespoły, które opisywał, od razu linkował do jednego ze sklepów internetowych. Przez 6 miesięcy wygenerował on dla sklepu 333 000 kliknięć, które tworzą sumę 51 500 zł z prowizji w modelu CPS. W przeliczeniu na CPC daje to wynik około 0,15 zł za kliknięcie.

zestaw

Ważne są zasady

Osiągnięcie zamierzonego rezultatu jest możliwe wtedy, gdy spełnionych zostanie kilka ważnych zasad. Należy zawsze wybierać odpowiedni profil bloga, który tematyką zbliżony jest do kategorii produktu. Dzięki temu w łatwy sposób dotrzemy do sporej grupy potencjalnych klientów. Trzeba pamiętać o zasięgach oraz o tym, że blog to nie jeden kanał, ale także social media, które wykorzystuje osoba blogera do komunikacji z czytelnikami i widzami. Trzeba więc analizować wszystkie za i przeciw, a każdą współpracę należy rozpatrywać indywidualnie.

wspolpraca

Ważne, aby pamiętać o umowie, która dokładnie opisze obowiązki obu stron, gdyż dzięki niej, w razie niejasności lub konfliktu, można łatwo zweryfikować wszelkie wątpliwości.

Współpraca z blogerami vs. własny blog firmowy lub sklepowy

Współpraca z blogerami, czy to na podstawie afiliacji, czy też podczas specjalnie przygotowanych akcji, to zupełnie inny sposób promocji produktu niż ten, który pojawia się na firmowych blogach. Różnice są widoczne i tak naprawdę inny jest cel tych działań. Najważniejsze z nich to:

Promocja produktu lub usługi na blogu twórcy – jej głównym celem jest dotarcie do jak największej grupy docelowej, stargetowanych odbiorców i potencjalnych nabywców produktu. Często chodzi o pokazanie nowego modelu, sposobu użytkowania towaru, przetestowanie go itd. Udane kampanie potrafią przełożyć się na sprzedaż oraz pozyskanie nowych fanów marki. Promocja taka może mieć różne formy, od artykułów sponsorowanych, przez testy, konkursy, videoporadniki itd. Nie można zapomnieć o afiliacji, która na swój sposób jest jednym z bardziej bezpiecznych sposobów współpracy, twórca otrzymuje bowiem wynagrodzenie od sprzedaży lub kliknięć, czyli tak naprawdę po wykonanym przez klientów działaniu.

Promocja produktu lub na blogu firmowym lub sklepowym – w tym przypadku możemy mówić o dwóch rodzajach treści, z którymi można spotkać się najczęściej. Jedne mają na celu pokazanie sklepu lub marki jako eksperta. W takim przypadku blog jest miejscem, na którym pojawiają się poradniki, czy to tekstowe, czy też w formie video, które pokazują klientom produkt w użyciu, jego konserwację, czy też naprawę lub wymianę elementu. Sklepy dla rodziców opisują zabawki, dzielą się pomysłami na stworzenie własnych zabawek dla dzieci, opowiadają o pielęgnacji itp. Wielokrotnie materiały te są stworzone tak, by były przyjazne pod SEO, ale bez nacisku na „upychanie” słów kluczowych na siłę.

Zrzut ekranu 2018-06-07 o 08.02.45

Drugi rodzaj treści to treści „poradnikowe” stworzone typowo pod SEO, z wykorzystaniem maksymalnej liczby słów kluczowych, linkujące wewnętrznie do produktów w sklepie itd. Czasem zdarza się, że treści są praktycznie na poziomie artykułów zapleczowych, co nie sprzyja ich czytelności. To nie jest złe rozwiązanie, ale takiego rodzaju content o niskiej jakości raczej powinien lądować na wspomnianych stronach zapleczowych, a nie na sklepowym blogu.

Cały czas widać, że dobre treści mają wpływ na sprzedaż. Nowe blogi pojawiają się w sieci każdego dnia, część z nich utrzymuje się przez lata, część znika po kilku dniach lub miesiącach, ale ci, którzy pozostają, niejednokrotnie przeradzają się w ekspertów, którzy w oczach swoich czytelników mają rację i wiedzą najlepiej. Warto z nimi nawiązać współpracę, tak samo, jak warto założyć własny blog firmowy, który nie tylko ma wpływ na pozycjonowanie, ale też na budowanie wizerunku marki. Nigdy nie jest za późno na tego rodzaju ruch.

Zobacz również artykuły o podobnej tematyce

B2E, czyli skuteczne wsparcie organizacji pracy
B2E banner

Jak sprawić, by organizacja efektywnie funkcjonowała na współczesnym rynku? Każdy kto prowadzi firmę wie, że kwestia ta potrafi spędzać sen...

Aplikacja mobilna brakującym ogniwem omnichannel?
aplikacja mobilna

W 2018 r. strategia omnichannel wydaje się standardem. Wszystkie liczące się marki posiadające sieć sklepów stacjonarnych połączyły w większym lub...

Czy człowiek może być kolorem? Kapitał ludzki, jako największa wartość w organizacji
ludzie-1

Chcąc prowadzić innowacyjną i ponadczasową firmę należy bacznie obserwować indywidualne predyspozycje pracowników. Nie każdy z nich nadaje się do pracy...

Zobacz więcej wpisów
  • http://oferownik.pl Robert Marketingowiec

    Nie da się być mocnym we wszystkich kanałach komunikacji, trzeba sobie wypracować te które najbardziej się wybijają i się ich trzymać.

  • Marcin

    „Dawno temu skupialiśmy się na ważnych rzeczach, czyli rozwiązywaniu problemów i logice biznesowej. Dzisiaj jesteśmy prawie całkowicie skoncentrowani na abstrakcji i generalizacji.” – i to wszystko wina frameworków? Czy to wina cegieł i zaprawy że murarze krzywo wybudowali mur, czy jednak problemem było nieprofesjonalne podejście fachowców, którzy ubzdryngoleni przyszli do pracy? Nie możemy zrzucać winy na narzędzia, za to że źle tworzymy aplikacje. Powinniśmy raczej starać się dostrzec fakt, że problem leży w nas samych i spróbować go zrozumieć… oraz coś z nim zrobić. I na pewno nie jest metodą na ów problem podejście, że „powinniśmy używać PHP, a nie architektury do budowania aplikacji” – taki tok rozumowania jest idealnym dowodem na to jak wiele osób nie rozumie czym jest architektura. Architektura to nie framework! Posłużę się kolejnym odwołaniem do budownictwa: czy patrząc na kościół pierwsze co widzimy to to, z czego jest on zbudowany czy raczej jakie jest jego przeznaczenie. Albo: czy widząc bramę pierwszą naszą myślą jest „użyli cegieł z Castoramy i wkrętarki boscha” czy raczej „to jest brama – służy do tego by gdzieś wejść lub skądś wyjść”?
    To prawda – we współczesnym programowaniu zapominamy o logice biznesowej, ale nie jest to wina architektury, tylko raczej braku dyscypliny w nas samych – nie interesuje nas to, nas jara głównie fakt że piszemy np. w kotlinie bo to jest teraz modne. „Zrobię to na symfony, zapytania puszczę doctrinem a obiekty będę serializować jms’em” – to nie jest opis architektury, to lista zakupów – jakich narzędzi potrzebuję by zrealizować cel. Szkoda tylko, że przez to cel ląduje na drugim (albo i nawet dziesiątym) miejscu – a celem jest np. zbudowanie aplikacji do przechowywania dokumentów. Ale to nie decyzja twórców bibliotek/frameworków, że cel staje się dla nas mało istotny. To nie Fabien Potencier każe nam całą logikę wrzucać do akcji w kontrolerze, to nie Jonathan Wage podpowiada nam, by nasze biznesowe obiekty bezpośrednio wywoływały doctrine’a! To my, my programiści sami doprowadzamy do tego, że nasze aplikacje przypominają niestrawione resztki pokarmu które codziennie zostawiamy w porcelanowym ekspresie. I póki nie nauczymy się odseparowywać logiki biznesowej od narzędzi to dalej będziemy tworzyć legacy code.
    Co do argumentu, że niektóre z zależności mogą zostać po kilku latach porzucone i nie będą dalej rozwijane… serio? I proponujesz phpti jako alternatywę do twiga albo smarty? Wszystko może zostać po kilku latach porzucone, to do obowiązków programisty należy m.in. nie pozwolić na to, by moduły/komponenty nie były sprzężone z innymi elementami czy zewnętrznymi bibliotekami.
    A co do bogactwa wiedzy i tego co się dzieje pod maską – ogólnie nie powinno się używać narzędzi, których się nie rozumie: jak działają, dlaczego tak działają itp. By potem nie było sytuacji w stylu senior piszący od 5 lat w laravelu nie potrafi odpowiedzieć na rozmowie kwalifikacyjnej na pytanie „Co robi funkcja die()?”…

    TL;DR: nie zgadzam się 😉